Ten artykuł dotyczy trudnego tematu. Sięga głęboko zakorzenionej chęci życia… lub jej braku. Nie sądziłem, że będę o tym pisał. Chyba czasem jednak trzeba poruszyć sprawy zarówno budujące jak i niszczące. Dziś opowiem Ci o moim koledze. Jeśli nie chcesz sobie popsuć dobrego humoru – nie czytaj.

W życiu każdego człowieka pojawiają się trudne chwile. Chwile zwątpienia, zagubienia, braku poczucia sensu. Coś wymyka się spod kontroli, idzie nie po naszej myśli. Zmarnowaliśmy czas, pieniądze. Ucierpiało na tym nasze zdrowie, uczucia, godność, honor. Łatwo w takim momencie zapomnieć, że przecież jeszcze wszystko może się zmienić. Nawet jeśli wydaje się, że już nic nie da się zrobić – zawsze jest nowy dzień. Zawsze można zacząć od początku. Jednak nie każdy jest w stanie tego dokonać. Niektórzy nie potrafią się już podnieść.

Nie chcą. Już im nie zależy… Tracą coś bezcennego… Tracą chęć do życia… Takie osoby rzadko ujawniają przed innymi swoje zamiary.

Jeśli jesteś teraz zdołowany, przygnieciony, zmęczony, bez motywacji i siły – pokażę Ci jak to zmienić. Wyprowadzę Cię z tego! A jeśli nie jesteś – zachowaj ten artykuł na naprawdę trudne chwile. Mam nadzieję, że nigdy nie będą aż tak ekstremalne jak te poruszane w tym artykule, ale jakieś trudności raczej któregoś dnia się pojawią. Bądź przygotowany na takie okoliczności. Jeśli będziesz wiedzieć, co wtedy robić – szybko się podniesiesz i nigdy nie doprowadzisz do skrajności, którą dziś poruszę.

Gdy już nic nie ma sensu

Opowiem Ci pewną historię mojego kolegi. Niestety tragiczną w skutkach. Historia pochodzi z czasów, gdy jeszcze chodziłem do szkoły średniej. Mieliśmy w klasie Mateusza. Miałem okazję często siedzieć z nim w ławce. A to dlatego, że zawsze siedział sam. Ja natomiast rzadko chodziłem do szkoły – a z kimś kumatym trzeba było trzymać, aby być na bieżąco. Mateusz nie należał do osób lubianych przez klasę. To nie znaczy, że nikt go nie lubił – jednak rzadko spotykałem się z przejawami sympatii w jego kierunku. Nie interesowało się nim zbyt wiele osób. Przynajmniej ja tak to widziałem.

Osobiście nic do niego nie miałem. Traktowałem go po prostu jak zwyczajnego kolegę z ławki. Nie widziałem powodu, aby się z niego śmiać – chociaż i może takowe powody czasem się pojawiały. Z resztą jak u każdego. Ja akurat mam takie podejście, że jeśli ktoś zachowuje się INACZEJ od reszty – to wydaje mi się raczej interesujący niż śmieszny. Ciekawi mnie sposób myślenia innych ludzi, a w szczególności, jeśli myślą zupełnie niestandardowo. W każdym razie moje zdanie co do niego było neutralne.

Pamiętam jak na lekcjach lubił pisać na końcu w zeszycie wymyślone przez siebie hieroglify. Chciał być archeologiem. I pewnie by nim został. Jednak nie wszystkie decyzje prowadzą do celu. Nie zawsze cel jest na tyle motywujący, aby utrzymał nas w ryzach, mimo wszelkich trudności losu.

Mateusz nie był głupim człowiekiem. Jednak było w nim coś niezrozumiałego. Czasem zachowywał się inaczej… Ale to moje zdanie – a co ja mogę wiedzieć, skoro miałem 51% obecności na lekcjach. Jednak widziałem co się działo w szkole. Ale nie miałem pojęcia o wszystkim…

Jakiś czas przed studniówką dzwoni telefon. Smutny głos w słuchawce mówi: “Artur przyjedź do szkoły”“Ale co się stało?”“Przyjedź to Ci powiem”. Oczywiście nie byłem wtedy w szkole, więc po jakimś czasie się tam zjawiłem. I dowiedziałem się. Mateusz położył się na torach…

Dziwne uczucie. Parę dni temu z kimś rozmawiać. Co dziwniejsze pomyślałem sobie, że mogłem coś zrobić. Mogłem to przecież dostrzec. Mogłem wszystko zmienić. Przecież uważałem się za takiego bystrzaka – a nie potrafiłem mu pomóc. Czy coś bym zmienił?  Nie wiem. Jednak czułem się jakbym nie zrobił czegoś, co WŁAŚNIE JA powinienem zrobić. Tak naprawdę to NIKT nic nie zrobił. Ale to nie było ważne, ponieważ JA nic nie zrobiłem. Poczułem się jakbym wypuścił szklankę z rąk… ale było już za późno na reakcję.

Po co to wszystko piszę?

BO NIE CHCĘ WIĘCEJ CZUĆ, ŻE MOGŁEM COŚ ZROBIĆ, A TEGO NIE ZROBIŁEM.

Ten artykuł to właśnie zrobienie czegoś. Być może niewiele. Ale to mój wkład. Mały krok. Chociaż minęło już wiele lat – dopiero teraz mam możliwość dotarcia z tym do ludzi. Mam pewien dług przed samym sobą. Tylko pisząc na ten temat mogę go spłacić. Chcę, aby ten artykuł był małą iskrą dla wypalonych ludzi…

Co chcę przekazać?

Każdy człowiek przechodzi przez trudności w życiu. KAŻDY. Nie znam nikogo kto by tak nie miał. Ty z pewnością też tak miałeś. Ale nieważne co to było – POZBIERAŁEŚ SIĘ. I zawsze się pozbierasz. Rezygnowanie z doświadczania życia jest największą klęską jaką możesz ponieść. To taka śmieszna gra, która codziennie wymaga kolejnego rzutu kostką. Kolejnego ruchu pionkiem. Tylko tak można nauczyć się w nią grać. Poddawanie się nie wchodzi w grę. Nie ma takiej opcji. Liczy się kolejny krok. Więc rzuć kostką. Sprawdź co wypadnie. Co przyniesie kolejny dzień. Co Ty przyniesiesz. Co zmienisz. Na co wpłyniesz. Czego doświadczysz.

Jeśli uważasz, że nie masz celu w życiu – STWÓRZ GO! Co chcesz robić? Sam zdecyduj. Nie musisz być nieomylny. Nie musisz być doskonały. Spójrz w niebo. Zacznij biec przed siebie. Krzycz. Oddychaj. Wykonaj kolejny krok. Nie poddawaj się. Żyj!

Dziś nie napiszę o technikach na poprawę stanu emocjonalnego. Dziś nie podam idealnego rozwiązania. Chcę przekazać ideę chęci życia. Chęci czucia. Chęci doświadczania. Smakowania sukcesu i porażki. Osiągania tego czego chcemy.

Wartość życia

Nie pytaj mnie o sens życia. To nieprecyzyjne pytanie. Nie ma odgórnego celu. Nie ma wyznaczonych granic. Nie ma narzuconych zasad. Sam tworzysz sens. Sam decydujesz co ma dla Ciebie wartość. Dla mnie ma sens odczuwanie radości, śmiech, zabawa, odpoczywanie, dzielenie się z innymi, pomaganie, tworzenie więzi, wkład w życie innych, próbowanie tego czego jeszcze nie próbowałem, robienie tego czego jeszcze nie robiłem, bycie w miejscach w których jeszcze nie byłem, zobaczenie rzeczy których jeszcze nie widziałem. To ma dla mnie sens.

Życie to dobra zabawa. Świat to plac zabaw. Poligon do testów. Czy warto się czymś martwić? Jesteśmy drobiną piasku na pustyni, żyjemy ułamek sekundy w porównaniu do gwiazd. Więc jakie masz problemy? Jakie masz PRAWDZIWE problemy?

Masz teraz wielką szansę. Wiem, że jeszcze jej nie widzisz. Ale zauważysz ją, gdy się weźmiesz w garść. Zobaczysz jak obecne doświadczenie wpłynie na Twoją przyszłość. Staniesz się mocnym człowiekiem. Zahartowanym w trudnościach. Nabierzesz charakteru. Jeśli tylko zapanujesz nad negatywnymi myślami, które pogłębiają Twój stan – przezwyciężysz każdą przeszkodę. A wtedy los się odwróci. Sam się przekonaj. A z resztą. Co Ci szkodzi? Myślę, że jak ciężko by nie było – nie warto się decydować na destrukcyjne kroki. Jest jeszcze tyle do zobaczenia…

Co dalej?

Czasem potrzebna nam pomocna dłoń. Czasem wystarczy jedna rozmowa z myślącym człowiekiem. Może będzie to brat, przyjaciel, kolega z ławki…

A jeśli twierdzisz, że na rodzinie nie możesz polegać i nie masz żadnych przyjaciół – NAPISZ WTEDY DO MNIE. Nie będę pisał bzdur, że nie jesteś sam. Jeśli tak się czujesz – to tak właśnie jest. ALE pamiętaj najważniejszą rzecz. Jest wielka różnica w tym, co jest teraz i tym, co będzie jutro. Możesz ze mną porozmawiać. I chociaż nie jestem psychiatrą, czy psychologiem, to wspólnie dojdziemy do jakiegoś sensownego rozwiązania. Ja się nie poddaję.

Żeby ten artykuł miał odpowiednie przesłanie – muszę go zakończyć mądrym słowem. Dlatego oddaję głos komuś innemu. Posłuchaj o czym mówi Will Smith w filmiku poniżej. ZAPAMIĘTAJ TO!


Artur Wójtowicz
wizjoner.org